wtorek, 21 lipca 2026

Nie jesteś chodziarzem

fot.Tomasz Tuszko 1970


Przyznam, iż za najbardziej obrzydłą mam formę „odszedł” – eufemizm tej klasy co „zepsuł powietrze”, gdy mowa przecież nie o szkodzie wyrządzonej atmosferze, lecz o zabójczych wyziewach z czyichś jelit, murmurandzie ćwoka. 
„Odszedł”, co to w ogóle znaczy?
Czy życie jest kolonijnym apelem, z którego ktoś na chwilę odszedł, bo zadzwoniła jego mama? Wycieczkę, z której odchodzi się na stronę? Klubem piłkarskim, z którego odchodzi się po kilkudziesięciu sezonach do FC Niebo albo Szombierek Inferno? Dlaczego „odszedł”, po co „odszedł”? I jakim cudem „odszedł”, skoro najpewniej leżał, bo na plecach spędzamy ostatnie minuty naszego istnienia. Kto „odchodzi” na nogach, przed którym flanerem otworzyły się zaświaty? Upadasz, leżysz, wiozą cię, przenoszą, niosą, zsuwają. Nie jesteś podmiotem, który „odchodzi”, ale przedmiotem, ciężarem, rozmiarem i kształtem. Nie jesteś chodziarzem, jesteś nieboszczykiem. 
Trup nie robi tup-tup. 
Pogódźmy się więc z tym, że umieramy i zdychamy, my, zwierzęta, a nie – „odchodzimy”. Odchodzą to wody, gdy mamy się narodzić, i zakochani od zmysłów, kiedy mają kogoś począć, i nasze matki odchodziły od naszych ojców, a nasi ojcowie – nasi ojcowie odchodzili z organizacji, wychodzili z lasu, opuszczali dom, szli na zatratę. Dlatego nie życzę sobie być tym, który „odszedł”, pamiętajcie. Stąd mój bezwzględny opór wobec modnych ostatnio praktyk funeralnych – spopielenia, przetopu resztek na dyjament, który wdowa nosi w reprezentacyjnym trzonowcu, rozwiania na wietrze, pogrzebu jako stand-upu, ciągu kiepskich żartów i fizjologicznych wspomnień. Chcę, żeby moi najbliżsi i przyjaciele po mnie łkali. Dlatego chcę wrócić do ziemi – pragnę sczeznąć pośród łódzkiej gleby, cieków podziemnych, roślin, kretów, kostek i soków po moich rodzicach, dziadkach i pradziadkach. Zbutwieć tam, wymieszać się, należeć do macierzy. 

„Był i zgnił”, takież epitafium.





poniedziałek, 29 czerwca 2026

Samodzielne przygotowanie własnego pogrzebu


(...) 
Przygotowanie wszystkiego samodzielnie znajduje zastosowanie w momencie, gdy jesteśmy samotni, wówczas możemy wyznaczyć osobę, np. znajomego, który zajmie się wypełnieniem wszystkich przygotowanych i wybranych elementów. Z całą pewnością również oszczędzimy w ten sposób kłopotu i ilości formalności bliskim. Dzięki temu po naszym odejściu będą mieli możliwość pogrążenia się w żałobie.
(...)
Organizacja własnego pogrzebu obejmuje liczne jego elementy. Wybieramy miejsce pochówku, dokonujemy zakupu kwatery na cmentarzu, możemy również postawić nagrobek. To również nasza decyzja czy zostaniemy skremowani czy pochowani w trumnie. W zależności od opcji możemy dobrać odpowiednią trumnę bądź urnę. Nasi bliscy nie będą również zaprzątać sobie głowy takimi elementami jak ubiór, kwiaty czy oprawa muzyczna ceremonii a także jej rodzaj (zależnie od wiary). Wszystko będzie przygotowane, a wyznaczona przez nas osoba – nasz pełnomocnik będzie musiała jedynie dopilnować wypełnienia naszej woli.



poniedziałek, 22 czerwca 2026

niedziela, 21 czerwca 2026

Śmierć malarza

Hermine Laukota – "Umierający malarz" (1890)




piątek, 29 maja 2026

Oskar Miłosz – "Symfonia listopadowa"

 To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ten sam pokój
– Tak, moje dziecko, ten sam. O świcie, ptak czasów w listowiu
Bladym jak umarła: wtedy służące wstają
I słyszy się mroźny, głuchy brzęk wiader

U fontanny. O straszna, straszna młodości! Serce puste!
To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Nadejdą
Biedne zimowe głosy ze starych przedmieści,
Szklarz ze swoją powtarzającą się piosenką,

Babunia przełamana, która spod brudnej chustki
Wykrzykuje nazwy ryb, mężczyzna w niebieskim fartuchu,
Który pluje w zużytą od dźwigania rękę
I wrzeszczy nie wiadomo co, jak Anioł Sądu.

To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ten sam stół,
Biblia, Goethe, atrament i jego zapach przeszłości,
Papier, biała kobieta, która w myśli czyta,
I pióro, i portret. Moje dziecko, moje dziecko.

To będzie zupełnie, jak w tym życiu było! Ten sam ogród
Głęboki, głęboki, gęsty, ciemny. I w południe
Ucieszą się ludzie, że tu się zebrali,
Ludzie ubodzy, nawzajem nieznani, ci, co nie wiedzą

Jedni o drugich, jak tylko to, że ubrać się trzeba
Jak na święto i iść, iść w głąb nocy,
Samotnie, w zagubieniu, bez lampy i bez miłości.
To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ta sama aleja:

I (w popołudnie jesienne) na zakręcie alei,
Tam, gdzie piękna droga schodzi trwożliwie jak kobieta
Zbierająca ostatnie kwiaty – słuchaj, dziecko –
Spotkamy się, jak kiedyś, tu.

A ty zapomniałaś kolor tamtej swojej sukni,
Ale ja chwil szczęśliwych poznałem niewiele.
Ty będziesz ubrana w blady fiolet, piękny żalu!
Kwiaty mojego kapelusza będą smutne i małe,

A ja nie będę wiedział ich nazwy: bo w moim życiu znałem
Jeden tylko kwiat, niezabudkę, dziwne ziele,
Co śpi w ciemnych dolinach, w kraju Zabawa w Chowane,
Daleko, daleko. Tak, serce, tak, studnio! Jak w tym życiu było.

I ścieżka cienista będzie tam, wilgotna
Od echa strumieni. I opowiem tobie
O mieście na wodzie i o rabbim z Bacharach,
I o nocach florenckich. I jeszcze tam stanie

Walący się, niski mur, gdzie drzemał w żałobie
Zapach dawnych, dawnych deszczów i trędowata trawa,
Zimna i tłusta, pryśnie szorstkimi kwiatami
Na niemy potok.
 
przekład: Czesław Miłosz

 

Oskar Miłosz


 

piątek, 8 maja 2026

Szatan spogląda na Eden

 
Gustave Doré (1832 – 1883)