sobota, 8 sierpnia 2026

O śmierci bez przesady




 

Nie zna się na żartach,
na gwiazdach, na mostach,
na tkactwie, na górnictwie, na uprawie roli,
na budowie okrętów i pieczeniu ciasta.
W nasze rozmowy o planach na jutro
wtrąca swoje ostatnie słowo
nie na temat.
Nie umie nawet tego,
co bezpośrednio łączy się z jej fachem:
ani grobu wykopać,
ani trumny sklecić,
ani sprzątnąć po sobie.
Zajęta zabijaniem,
robi to niezdarnie,
bez systemu i wprawy.
Jakby na każdym z nas uczyła się dopiero. 
Tryumfy tryumfami,
ale ileż klęsk,
ciosów chybionych
i prób podejmowanych od nowa!
Czasami brak jej siły,
żeby strącić muchę z powietrza.
Z niejedną gąsienicą
przegrywa wyścig w pełzaniu.
Te wszystkie bulwy, strąki,
czułki, płetwy, tchawki,
pióra godowe i zimowa sierść
świadczą o zaległościach
w jej marudnej pracy.
Zła wola nie wystarcza
i nawet nasza pomoc w wojnach i przewrotach,
to, jak dotąd, za mało
Serca stukają w jajkach.
Rosną szkielety niemowląt.
Nasiona dorabiają się dwóch pierwszych listków,
a często i wysokich drzew na horyzoncie.
Kto twierdzi, że jest wszechmocna,
sam jest żywym dowodem,
że wszechmocna nie jest.
Nie ma takiego życia,
które by choć przez chwilę
nie było nieśmiertelne.
Śmierć
zawsze o tę chwilę przybywa spóźniona.
Na próżno szarpie klamką
niewidzialnych drzwi.
Kto ile zdążył,
tego mu cofnąć nie może.



Wisława Szymborska


 

piątek, 31 lipca 2026

Pan Kurtz, on umrzeć.

 

Francis Bacon

Widziałem go znów po południu. Leżał na wznak z zamkniętymi oczami; cofnąłem się po cichu, ale usłyszałem, jak mruczał:
– Żyć sprawiedliwie, umierać... umierać...
    Nadstawiłem ucha. Już nic nie usłyszałem. Czy powtarzał przez sen jakąś mowę? A może fragment zdania z dziennikarskiego artykułu? Pisywał dawniej do gazet i znów miał zamiar to robić "dla rozpowszechniania idei; to obowiązek". 
    Ten człowiek tkwił w nieprzeniknionym mroku. Patrzyłem na niego, jak się patrzy w dół na kogoś leżącego na dnie przepaści, gdzie słońce nigdy nie świeci.
(...)
    Pewnego wieczora, gdy wszedłem do Kurtza ze świecą, przestraszyłem się, słysząc, że mówi trochę drżącym głosem:
– Leżę tu w ciemności i czekam na śmierć.
Światło znajdowało się o stopę od jego oczu. Zmusiłem się do szeptu: – Ale cóż znowu! – i stałem nad nim jak wrośnięty w ziemię.     
    Czegoś zbliżonego do zmiany, która zaszła w jego rysach, nigdy przedtem nie widziałem i mam nadzieję już nigdy nie ujrzeć. Och, nie czułem żadnego wzruszenia. Ale byłem wprost urzeczony. Zdawało mi się, że zdarto z jego twarzy zasłonę. Dostrzegłem kolejno na tym obliczu z kości słoniowej wyraz ponurej pychy, bezlitosnej siły, przeraźliwego strachu, głębokiej i beznadziejnej rozpaczy. Czyżby przez tę ostatnią chwilę zupełnej samowiedzy przeżył na nowo swe życie ze wszystkimi szczegółami pragnień, pokus, poddania się? Wykrzyknął szeptem – zapewne na widok jakiegoś obrazu, jakiegoś widziadła – wykrzyknął po dwakroć szeptem, który nie był głośniejszy od tchnienia:
– Ohyda! Ohyda!
Zdmuchnąłem świecę i wyszedłem z kajuty.
(...)
Nieustanny deszcz drobnych muszek spływał na lampę, na obrus, na nasze ręce i twarze. Nagle boy dyrektora wetknął przez drzwi bezczelną, czarną twarz i rzekł tonem obelżywej pogardy:
– Pan Kurtz... on umrzeć.


Joseph Conrad "Jądro ciemności", przeł. Aniela Zagórska





wtorek, 21 lipca 2026

Nie jesteś chodziarzem

fot.Tomasz Tuszko 1970


Przyznam, iż za najbardziej obrzydłą mam formę „odszedł” – eufemizm tej klasy co „zepsuł powietrze”, gdy mowa przecież nie o szkodzie wyrządzonej atmosferze, lecz o zabójczych wyziewach z czyichś jelit, murmurandzie ćwoka. 
„Odszedł”, co to w ogóle znaczy?
Czy życie jest kolonijnym apelem, z którego ktoś na chwilę odszedł, bo zadzwoniła jego mama? Wycieczkę, z której odchodzi się na stronę? Klubem piłkarskim, z którego odchodzi się po kilkudziesięciu sezonach do FC Niebo albo Szombierek Inferno? Dlaczego „odszedł”, po co „odszedł”? I jakim cudem „odszedł”, skoro najpewniej leżał, bo na plecach spędzamy ostatnie minuty naszego istnienia. Kto „odchodzi” na nogach, przed którym flanerem otworzyły się zaświaty? Upadasz, leżysz, wiozą cię, przenoszą, niosą, zsuwają. Nie jesteś podmiotem, który „odchodzi”, ale przedmiotem, ciężarem, rozmiarem i kształtem. Nie jesteś chodziarzem, jesteś nieboszczykiem. 
Trup nie robi tup-tup. 
Pogódźmy się więc z tym, że umieramy i zdychamy, my, zwierzęta, a nie – „odchodzimy”. Odchodzą to wody, gdy mamy się narodzić, i zakochani od zmysłów, kiedy mają kogoś począć, i nasze matki odchodziły od naszych ojców, a nasi ojcowie – nasi ojcowie odchodzili z organizacji, wychodzili z lasu, opuszczali dom, szli na zatratę. Dlatego nie życzę sobie być tym, który „odszedł”, pamiętajcie. Stąd mój bezwzględny opór wobec modnych ostatnio praktyk funeralnych – spopielenia, przetopu resztek na dyjament, który wdowa nosi w reprezentacyjnym trzonowcu, rozwiania na wietrze, pogrzebu jako stand-upu, ciągu kiepskich żartów i fizjologicznych wspomnień. Chcę, żeby moi najbliżsi i przyjaciele po mnie łkali. Dlatego chcę wrócić do ziemi – pragnę sczeznąć pośród łódzkiej gleby, cieków podziemnych, roślin, kretów, kostek i soków po moich rodzicach, dziadkach i pradziadkach. Zbutwieć tam, wymieszać się, należeć do macierzy. 

„Był i zgnił”, takież epitafium.





poniedziałek, 29 czerwca 2026

Samodzielne przygotowanie własnego pogrzebu


(...) 
Przygotowanie wszystkiego samodzielnie znajduje zastosowanie w momencie, gdy jesteśmy samotni, wówczas możemy wyznaczyć osobę, np. znajomego, który zajmie się wypełnieniem wszystkich przygotowanych i wybranych elementów. Z całą pewnością również oszczędzimy w ten sposób kłopotu i ilości formalności bliskim. Dzięki temu po naszym odejściu będą mieli możliwość pogrążenia się w żałobie.
(...)
Organizacja własnego pogrzebu obejmuje liczne jego elementy. Wybieramy miejsce pochówku, dokonujemy zakupu kwatery na cmentarzu, możemy również postawić nagrobek. To również nasza decyzja czy zostaniemy skremowani czy pochowani w trumnie. W zależności od opcji możemy dobrać odpowiednią trumnę bądź urnę. Nasi bliscy nie będą również zaprzątać sobie głowy takimi elementami jak ubiór, kwiaty czy oprawa muzyczna ceremonii a także jej rodzaj (zależnie od wiary). Wszystko będzie przygotowane, a wyznaczona przez nas osoba – nasz pełnomocnik będzie musiała jedynie dopilnować wypełnienia naszej woli.



poniedziałek, 22 czerwca 2026

niedziela, 21 czerwca 2026

Śmierć malarza

Hermine Laukota – "Umierający malarz" (1890)